Strona:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



WRÓŻBIARZ

„— i widziałem, jak wielkie zasmucenie nawiedziło ludzi. Najlepsi umęczyli się dziełami swemi.
Nastała nauka, wiara tuż obok śpieszyła, iż „wszystko puste, wszystko jednakie, wszystko już było!“
I ze wszystkich pagórków odzywało się echem: „wszystko puste, wszystko jednakie, wszystko już było!“
Zebraliśmy wprawdzie plon: lecz czemu owoce nasze wszystkie stały się gnilne, a brunatne? Jakiż to urok padł z księżyca ostatniej nocy?
Daremna była cała praca, trucizną wino się stało, złe spojrzenie zwarzyło pola i serca nasze na więdłą żółciznę.
Suchymi staliśmy się wszyscy; nawet gdy ogień na nas padnie, pylimy, jak popiół: — i ogień nawet umęczyliśmy sobą.
Studnie wszystkie wyschły nam, — i morze nawet się cofnęło. Wszystkie podwaliny zawaleniem grożą, a głębia nie chce pochłaniać!
„Och, gdzież jest to morze, w któremby zatonąć można“: tak rozbrzmiewa skarga nasza — nad płytkiemi bagnami.
Zaprawdę, nawet na skon nas nie stać, zbyt jesteśmy umęczeni: czuwamy przeto wciąż jeszcze i żyjemy wciąż — w konurach grobowych!“ —

Temi słowy mówił wróżbiarz do Zaratustry; a te jego proroctwa padły Zaratustrze na serce i przeistoczyły je. Chadzał smutny i zmęczony; i stał się podobnym do tych, o których wróżbiarz powiadał.