Strona:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pytaniem: czyżby? czyżby życie potrzebowało nawet i hołoty?
Są-że konieczne studnie zatrute, ogniska cuchnące, marzenia skalane i czerwie w chlebie życia?
Nie nienawiść moja, lecz mój wstręt żerował głodny na życiu! Och, i ducha sobie obmierziłem, gdym spostrzegł, że i hołota miewa błyskotliwego ducha!
I do panujących tyłem się odwróciłem, gdym ujrzał, co oni zwą panowaniem: szacherkę i targi o władzę — z hołotą!
Wśród ludów obcej mowy mieszkałem z przysłoniętemi uszami: aby mi język ich szacherki obcym pozostawał, oraz ich targi o władzę.
Nos sobie zatykając, mijałem niechętny wszelkie wczoraj i dziś: zaprawdę, wszelkie dziś i wczoraj cuchnie piszącą hołotą!
Niczem kaleka, — głuchy, niemy i ślepy: tale oto przeżywałem długie czasy, abym nie potrzebował żyć pośród hołoty rządzącej, piszącej i używającej.
Mozolnie wspinał się duch mój na stopnie i ostrożnie przytem; liche jałmużny rozkoszy orzeźwieniem mi były; przy kiju spełzło ślepcowi życie.
I cóż się stało ze mną? Jakżem się ja wyzwolił ze swego wstrętu? Jakżem odmłodził swe oko? Jakżem się ja wzbił na te wyżyny, gdzie żadna hołota u studzien nie zasiada?
Obdarzył-że mnie wstręt skrzydłami? oraz siłą, która wyczuwa źródliska? Zaprawdę, na najwyższe szczyty wzlecieć musiałem, aby odnaleźć krynicę rozkoszy!
O, znalazłem ja ją, bracia moi! Tu na wyniosłościach najwyższych tryska mi krynica rozkoszy! — Jest więc życie, do którego nie ciśnie się spragniona hołota!
Zbyt gwałtownie bijesz ty mi, rozkoszy źródło! I często kielich opróżniasz dlatego tylko, że go ponownie napełnić pragniesz!
I uczyć się jeszcze muszę z większą skromnością zbliżać się do ciebie: zbyt gwałtownie rwie się nie serce ku tobie: —