Strona:Najpiękniejsza.djvu/017

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie mogła dokończyć! Dwie łzy, dwie niewielkie, prześliczne łezki perełkami na rzęsach jéj stanęły. Pana Artura ogarniać zaczynało wzruszenie. Kobieta, i to jeszcze taka piękna, płacze tu, przed nim.... Genialności jego nikt jeszcze takiego hołdu nie złożył!
— Mój Boże, skoro pani tak tego pragnie, postaram się... sprobuję... Skromną jakąś sukienkę...
— O! nie... Nie skromną... Owszem, bardzo strojną, bardzo świetną... Najświetniejszą, jak można.... Dwie moje przyjaciółki są pana klientkami.
Tu wymieniła ich nazwiska.
— Ja zaś, jestem panią Dagand...
— Panią Dagand! Pani jest panią Dagand?
Prawdziwa zmiana dekoracyi, zupełnie jak w teatrze! Po tych dwóch: panią Dagand! nastąpiło spojrzenie i uśmiech. Spojrzenie dostało się dziennikowi, uśmiech pani Dagand; był to jednak uśmiech dyskrecyą powściągany, wstrzemięźliwy, delikatny, uśmiech człowieka jak najlepiéj wychowanego. Uśmiech ten zaś i spojrzenie mówiły wyraźnie, najwyraźniéj jak można:
— A! więc to pani jest panią Dagand, tą dziś już sławną panią Dagand, która była wczoraj w Operze... A! rozumiem już, rozumiem... Przed chwilą właśnie czytałem w dzienniku artykuł... Nie potrzebuje mi już pani nic mówić... Wiem już wszystko... wiem... Trzeba było powiedziéć mi odrazu nazwisko: pani Dagand! Tak! wiem, że pani potrzebuje sukni... Tak! będzie pani miała suknią.... Tak! chcę miéć udział w tryumfie pani....
Poczém zawołał pan Artur:
— Panno Blanko, prosimy tu zaraz! Panno Blanko!
I odwracając się do pani Dagand, zapewnił ją:
— To niepospolita osoba... Ale niech pani będzie spokojna... Sam się zajmę... sam! tak, pani, sam!
Pani Dagand trochę była zawstydzona, troszeczkę swoim rozgłosem i sławą zmieszana, ale bardzo przecież kontenta. Nadbiegła téż i panna Blanka.
— Proszę zaprowadzić panią do miary, — rzekł pan Artur. — Trzeba wziąć miarę na suknią balową... bardzo wyciętą... ręce niczém niezakryte... Przez ten czas ja myśléć będę... Po-