Strona:Najpiękniejsza.djvu/013

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mowy i wdzięku, ale o ileż więcéj wdzięku było i wymowy w słodkiéj pieszczotliwości spojrzenia jéj i uśmiechu!
— O co ten gniew tak srogi i ta rozpacz tak wielka? Obwiniają cię o to, żeś mężem najpiękniejszéj w Paryżu osoby? Co w tém okropnego? czy to tak wielkie nieszczęście? Któremuż z kolegów, z tych dobrych, kochanych kolegów, chciało się po to umyślnie przyjść, by zwrócić twoję uwagę na ten obrzydliwy artykuł?...
— Panu Renaud.
— A! panu Renaud! Poczciwy, kochany pan Renaud.
Usłyszawszy to, śmiać się zaczęła pani Dagand i aż się zaniosła od śmiechu. Śmiała się tak, że aż się rozrzuciły źle związane jasne jéj włosy i złotą niby ramą objęły śliczną tę twarzyczkę, oświeconą dwojgiem ciemnych oczu, które umiały, o! umiały (jeżeli im się to podobało) wdzięczyć się, przymilać i patrzéć słodko, miłośnie.
— A! więc powiedział ci to pan Renaud, mąż prześlicznéj pani Renaud! Tak? a czy wiész, co teraz zrobisz?... teraz, zaraz, natychmiast, nie tracąc ani minuty czasu? Oto pobiegniesz do prezesa trybunału i będziesz go prosił o rozwód... Powiész mu: „Szanowny panie Autépin, proszę, uwolnij mnie pan od mojéj żony... To zbrodniarka: pozwala sobie być ładną, bardzo ładną, zanadto ładną. Ja zaś chcę miéć inną żonę: żonę brzydką, żonę bardzo brzydką, z nosem tak ogromnym, jak nos pani Renaud, z tak olbrzymiemi nogami, jak nogi téj pani, z równie śpiczastym podbródkiem, równie kościstemi ramiony i z taką jak u niéj wysypką wiekuistą na twarzy.“ Takiéj ci żony potrzeba? prawda? Czemuż nie odpowiadasz? mów! Oj, mężusiu, duży taki a niemądry! pocałuj-że biedną żoneczkę i przebacz jéj, że nie jest potworem.
Ponieważ mówce powyższéj towarzyszyły dość żywe ruchy, takt do niéj wybijając, przeto biały kaszmirowy peniuar zsunął się, bardzo się zsunął, roztworzył się, bardzo się roztworzył i występne owe ramiona znalazły się tuż pod ustami pana Dagand. Potrzebował tylko schylić się, by dotknąć ich ustami... Schylił się! I on także zresztą podlegał szkaradnym wpływom prasy. Nigdy jeszcze żona nie wydała mu się tak ładną, jak dziś rano. Przywołany do porządku, pan Dagand powrócił do