Strona:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom I.djvu/331

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    dzicie mi na karku, a wieczne stróżowanie dwom dziewuchom, to nieco za ciężkie zadanie dla człowieka w moim wieku.
    KASIA: Co do mnie, wuju, wszystko co mogę odpowiedzieć, to iż małżeństwo wydaje mi się rzeczą wskroś nieprzyzwoitą. Nie pojmuję poprostu, jak można znieść myśl sypiania z mężczyzną zupełnie obnażonym?
    MAGDUSIA: Pozwól, ojcze, byśmy nieco zaczerpnęły oddechu w wykwintnym świecie Paryża, gdzie bawimy dopiero od dni kilku. Daj nam snuć wedle naszych upodobań tkankę powieści życia i nie przyspieszaj tak jej rozwiązania.
    GORGONI na stronie: Niema co i wątpić, pomylone są zupełnie. Głośno: Słuchajcie więc: to moje ostatnie słowo. Nic nie rozumiem tych wszystkich bredni; wiem to, że chcę być panem we własnym domu i, aby przeciąć zbyteczne gadania, albo wyjdziecie obie za mąż w najkrótszym czasie, albo, jak Boga kocham, wpakuję was do klasztoru; na to przysięgam.

    SCENA SZÓSTA.
    KASIA, MAGDUSIA.

    KASIA: Mój Boże! droga moja, jakże duch twego ojca głęboko ugrzązł w materji! jakże umysł jego jest gruby, a dusza przepojona ciemnością!
    MAGDUSIA: Cóż chcesz, droga? wstyd mi za niego, doprawdy. Trudno mi uwierzyć, bym w istocie miała być jego córką, i mniemam, iż, prędzej czy później, zdarzy się przygoda, która odsłoni mi tajemnicę jakowegoś zaszczytniejszego pochodzenia.
    KASIA: Nicby mnie to nie dziwiło; owszem, wszystko raczej przemawiałoby za tem; co do mnie, również, ilekroć zastanowię się nad sobą...