Strona:Moi znajomi.djvu/039

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ukoronowaną głowę, a dyabeł nadziewa go na widły mówiąc:

«Królu Herodzie! Za twe zbytki
Pójdź do piekła, boś ty brzydki!»


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Od owej szopki to i owo zmieniło się u nas.
Garnki wprawdzie po dawnemu się tłukły, ale o «państwu Asnyk» nie było tak często mowy. Za to czas zaczął się liczyć w naszej kuchni od całkiem nowej ery.
— O la Boga! — mówiła teraz Urbanowa — a toć ja ten garnek kupiłam w tydzień potem, jak Jasiek był królem! A on już ciecze, choroba!
Albo też:
— Ale gdzie zaś, panienko! Przecie my ten sążeń drzewa zaczęli akurat trzy dni przed tem, nim Jasiek był królem!
A mówiła to z taką powagą, z takiem przekonaniem, jakby królestwo Jaśka było spełnionym faktem politycznym i dało się w ściśle oznaczonych granicach na karcie geograficznej wykazać. Zaczęła też w tym czasie przebąkiwać, że musi Jaśka od Pośpieszyńskiego odebrać, bo «co mu ta po siewstwie».