Strona:Moi znajomi.djvu/036

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z huzarami», ale prawdziwy teatr, z żywych mówiących osób, między któremi była śmierć, anioł i dyabeł.
Kiedy pokojówka wpadła na schody z krzykiem, że już idą, serce we mnie zatrzęsło się tak, żem głosu wydać nie mogła.
Był to pierwszy teatr, jaki widziałam w mem życiu.
Trzeba było wszakże czekać długą jeszcze chwilę, zanim przedstawienie odbyło się na dole u gospodarza. Myślałam, że się to nigdy nie skończy. Rozległy się nareszcie po schodach ciężkie kroki, i brzęki łańcucha, a do stołowego pokoju weszli aktorzy, poprzedzeni przez straszliwie czarnego, z wywieszonym aż na piersi, czerwonym, sukiennym językiem dyabła, który się skłonił i rzekł piekielnym basem:
— Niech będzie pochwalony!
Chwyciłam pokojówkę za kaftan. Dusza we mnie zamierała...
Za dyabłem wbiegł lekkim krokiem minister króla Heroda. Ten miał na sobie obcisłe do kolan pantalony, niebieską zarzucona na ramię pelerynę z jakiejś rozprutej spódnicy i biret, z pięknem białem piórem z angielskiej bibułki.
Dworak skłonił się uprzejmie, wziął krzesło z pod ściany, postawił na środku pokoju, po-