Strona:Mark Twain - Pretendent z Ameryki.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


na całej kuli ziemskiej: zmusić, by oczy publiczności z zachwytem były utkwione w pewne rzeczy, odwracały się zaś od innych. Na dziś, powinien zwracać zachwycony wzrok publiczności na glorję Anglji, której jasne promienie wytykają jej linję śród mglistych perspektyw czasów, oświetlonych łagodnem światłem tysiąca lat, rzucanem przez Jej Sztandary. Ale obowiązkiem jego jest odwracać oczy publiczności od faktu, iż cała glorja jest udziałem jedynie uprzywilejowanych i szczęśliwych kast, że okupiła ją krew, pot i ubóstwo niezliczonych mas, które na nią pracowały, ale nigdy nie będą w stanie jej podzielać. Powinien on skierować rozkochany i pełen czci wzrok na tron, jako na rzecz świętą, odwrócić zaś oczy od prawdy, iż na żadnym jeszcze tronie nie zasiadł człowiek wybrany wolą większości narodu, iż niema tronu, któryby miał prawo istnienia, i że sztandary, które nad nim powiewają, nie powinny nosić innych emblematów, jak tylko czaszkę i piszczele, symbol, który różni się od królewskości tylko o tyle, o ile drobny handel różni się od handlu hurtownego. Powinien on skierowywać wzrok publiczności na ów dziwaczny twór machiny politycznej, jakim jest Kościół Urzędowy, oraz na owo zaprzeczenie podstawowej sprawiedliwości — dziedzicznego szlachectwa. Obowiązkiem zaś jego jest odwracać uwagę bliźniego od tego, że Pierwszy potępia go za nienoszenie kołnierza, i wyzyskuje pod pretekstem taksowani jego majętności, drugi zaś zyskuje wszystkie honory, podczas gdy on pracuje”.
Mówca przypuszcza, iż bystry wzrok i rzutka obserwacja pana Arnolda powinny były spostrzec, iż owa zaleta, brak której z żalem zarzuca on Ameryce — szacunek i rewerencja — uczyniłyby prasę amerykańską bezużyteczną — ograbiając z tego, co prasę amerykańską różni od dziennikarstwa całego świata i czyni tak wyraźnie i bezcennie amerykańską — z owego braku poważania, co jest bezwzględnie najcenniejszą jej zaletą. „Gdyż misją jej — co przeoczył pan Arnold — jest obrona naszych narodowych swobód, a nie humbugu i szantażów”. Mówca jest przekonany, iż gdyby instytucje starego świata wystawić na lat pięćdziesiąt pod ogień prasy tak rzutkiej i szyderczej, jak prasa amerykańska, „monarchja i związane z nią zbrodnie zniknęłyby z powierzchni świata chrześcijańskiego”. Wolno w to wątpić monarchistom ale dlaczego „Car nie chce wystawić na próbę Rosji?”. Konkluduje:
„Zarzut więc brzmi, że prasa nasza posiada tylko odrobinę owej cnoty starego świata — rewerencji. Bądźmy za to głęboko wdzięczni Przy tej ograniczonej rewerencji poważa ona z zasady to, co poważa naród. To wystarczy. To, co poważają inni ludzie — jest dla nas doprawdy sprawą niewielkiej wagi. Nasza prasa nie szanuje królów, nie szanuje tak zwanej szlachty, nie szanuje uprawnionego eklezjastycznego niewolnictwa, nie szanuje prawa, które ograbia młodszego syna, żeby utuczyć starszego, nie szanuje podstępów, kłamstw, infamji, (bez względu na ich dawność, zwyczajowość lub uświęcenie)”, które jednego obywatela wywyższają nad drugiego, dzięki urodzeni lub przypadkowi. Nie szanuje prawa ani zwyczaju (bez względu, czy się chyli do upadku, czy jest święte), który najlepszemu mężowi w kraju wzbrania zająć najlepsze posady w kraju. W pojęciu poety Goethego — tego potulnego bałwochwalcy potrójnej królewskości i szlachectwa — w prasie naszej z pewnością obcy jest dreszcz grozy — inaczej rewerencji; rewerencji dla niklowych talerzy i zaszczytów. Miejmy szczerą nadzieję, iż fakt nazawsze pozostanie faktem, gdyż w moim mniemaniu uświadomiony brak rewerencji jest Twórcą i Obrońcą wolności człowieka — podobnie jak jej przeciwieństwo jest stwórcą, piastunem i najgorliwszym obrońcą wszystkich form ludzkiej niewoli, cielesnej i duchowej!”
Tracy powiedział sobie, raczej zawołał radośnie:
— Szczęśliwy jestem, że przyjechałem do tego kraju. Miałem słuszność. Słusznie tęskniłem do kraju, gdzie podobnie zdrowe ideały i zasady goszczą w sercach i umysłach ludzi. Kiedy pomyślę o niezliczonych formach niewoli, jakie narzuca nam niewłaściwa rewerencja! Jak dobrze on to wyjaśnił, i jak wiele w tym prawdy. W rewerencji ukrywa się nieskończenie wiele siły. Jeżeli potrafisz człowiekowi nakazać cześć dla swoich ideałów — będzie on twoim niewolnikiem. O tak! przez wszystkie wieki usilnie nam wmawiano w ludy Europy, by nie zastanawiały się nad kłamstwami Monarchji i szlachectwa; uczono te ludy nie zastanawiać się nad temi kwestjami, szanować je. I w rezultacie, rewerencja stała się ich drugą naturą. Aby ją przezwyciężyć, wystarczy narzucić tępym umy-