Strona:Mark Twain - Pretendent z Ameryki.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pułkownik otarł łzę i powiedział do Hawkinsa:
— Wygląda na to, że było coś proroczego w moich obawach. Tak, chodzi o popioły. Czy nie zechciałbyś wejść do groserni i przynieść jeszcze parę koszyków?
Z szacunkiem napełnili kosze popiołem, z każdego ze wskazanych miejsc i zanieśli do domu, aby się zastanowić nad najlepszym sposobem odesłania ich do Anglji i wyzyskania możności „wystawienia z honorami”. Uwaga, zrobiona przez pułkownika, przez wzgląd na wysokie stanowisko zmarłego.
Postawili kosze na stole izby, która była niegdyś czytelnią, bawialnią i pracownią, obecnie zaś salą recepcyjną — i zeszli do antykwarni, aby się przekonać, czy nie znajdą tam kawałka angielskiej flagi, która umożliwiłaby, by ciało spoczęło z należytym przepychem. W chwilę później lady Rossmore wróciła z miasta i spojrzała na kosze; właśnie Jimmy przecięła jej pole widzenia. Zniecierpliwiła się i zawołała:
— I co ci jeszcze przyjdzie do głowy? Pocóż, na Boga, poustawiałaś na stole w bawialni te kosze z popiołem?!
— Z popiołem? — Podeszła bliżej. Klasnęła rękoma ze zdumienia. — Nigdy nie widzieć nic podobnego.
— To nie tyś to zrobiła?
— Kto? Ja?... Massa Polly, ja pierwszy raz rzucić na to okiem. To chyba Danek postawić, Danek zawsze robić na złość Jimmy.
Ale nie zrobił tego i Danek, który, wezwany, wyparł się.
— To nie ja robić. Może kto robić. Może kot robić.
— Och! — dreszcz przebiegł lady Rossmore do szpiku kości. — Teraz rozumiem! Nie ruszać mi tego. To jego popioły!
— Jego, massa?
— Tak. Młodego massa Sellers z Anglji, który się spalił.
Została sama z popiołem, sama, zanim zdołała odetchnąć. Potem wyszła na poszukiwanie Mulberry Sellers, postanowiwszy skończyć krótko z tem co zamierza, mniejsza o to, co. „Bo — mówiła sobie — jak się rozczuli, gotów jest na każde dziwactwo!”
Odnalazła go. Znalazł flagę i niósł ją. Kiedy usłyszała, że ma zamiar „wystawić prochy z honorami” i zaprosić „przedstawicieli rządu i publiczność”, przycięła mu krótko. Mówiła:
— Twoje intencje są szlachetne — zawsze są szlachetne — chcesz oddać honory szczątkom i oczywiście nikt nie weźmie ci tego za złe, bo to był twój krewniak. Ale wybrałeś złą drogę, i sam się o tem przekonasz, jeśli zechcesz się upierać. Nie możesz krążyć koło popiołów i udawać smutnego i robić minę uroczystą, bo im bardziej będziesz uroczysty, tem mniej będzie w tem uroczystości. Każdy się na tem pozna. Tak byłoby z jednym koszem, a z trzema będzie trzykroć gorzej. A jeżeli nawet jeden żałobnik nie potrafi zachować się uroczyście, to czegóż wymagać od całej procesji?! a tu by naszło z 5000! Nie wiem, ale według mnie byłoby to prawie śmieszne! Tak mi się zdaje! Nie, Mulberry, on nie powinien być wystawiony z honorami. Popełniłbyś błąd. Wyrzeknij się tego projektu i pomyśl o czemś innem!
Więc się go wyrzekł. I to bynajmniej nie niechętnie. Kiedy się zastanowił i zrozumiał, że instynkt jej nie mylił. Postanowił czuwać przy zwłokach sam, lub z Hawkinsem. Nawet ta konieczność wydała się żonie wątpliwą, ale nie protestowała, gdyż było jasnem, iż miał prosty i uczciwy zamiar zrobić rzecz przyjazną i uczciwą w stosunku do tych biednych opuszczonych szczątków, które nie mogły na obczyźnie liczyć na niczyją życzliwość, z wyjątkiem jego. Rzucił flagę na kosz, umieścił kawałek krepy nad drzwiami i powiedział z zadowoleniem:
— Tak, teraz mu dobrze, lepiej w tych warunkach być mu nie może! Chyba — tak, musimy to zrobić. Trzeba zrobić to, co chciałoby się, żeby zrobiono dla ciebie! To mieć musi!
— Co takiego, najdroższy?
— Herb na katafalku!
Żona miała wrażenie, iż drzwi mieszkania nie byłyby w stanie niczego już znieść. Myśl o jeszcze jednej dekoracji drzwi nękała ją; wolałaby, by myśl ta nigdy nie przyszła do głowy jej mężowi. Powiedziała niepewnie:
— Przypuszczam, że takie honory wolno oddać tylko bliskim, bardzo bliskim krewnym...
— Słusznie, zupełnie słusznie, mylady! Masz najzupełniejszą słuszność! Ale niema bliższych krewnych, jak krewni przez uzurpację. Tego nie możemy uniknąć. Jesteśmy niewolnikami arystokratycznych przesądów i musimy się im poddać!
Tarcze herbowe były niepotrzebnie wspaniałe — każda wielkości dużej derki — i niepotrzebnie wyzywające, co dotyczy rozma-