Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ale najdziwniejszem ze wszyskiego, co działo się z Jim’em, było to, że pojechał on łódką w niedzielę i nie utonął; innym zaś razem spotkała go burza, gdy łapał ryby w niedzielę i nie został zabity przez piorun!
Państwo możecie przejrzeć wszystkie książki szkółek niedzielnych wstecz od dnia dzisiejszego aż po dzień narodzenia Chrystusa i nigdzie nie spotkacie nic podobnego. O nie! przeciwnie, przeczytacie tam, że wszyscy niegrzeczni chłopcy, którzy jeździli łódką w niedzielę, niechybnie musieli utonąć i że wszystkich niegrzecznych chłopców, których spotkała burza podczas łowienia ryb w niedzielę — koniecznie musiał zabić piorun. Łódki z niegrzecznymi chłopcami zawsze wywracają się w niedzielę i zawsze bywa burza, gdy niegrzeczni chłopcy w niedzielę łapią ryby. W jaki więc sposób ocalał Jim — to doprawdy jest dla mnie zagadką.
Ten Jim, jak się zdaje, był zaczarowany, tak, napewno tak być musiało. Wszystko mu uchodziło płazem. Jim nawet podsunął słoniowi w menażerji paczkę tytuniu i słoń nie zmiażdżył mu czaszki trąbą. Innym razem zakradł się do bufetu po wodę miętową i wcale nie napił się przez omyłkę witrjolu. „Zwędził“ ojcu fuzję, z którą polował co niedzielę i mimo to ani razu nie ustrzelił sobie trzech czy czterech palców. Raz w gniewie walnął swą najmłodszą siostrzyczkę w czoło, ale ona nie męczyła się w bólu w ciągu długich dni letnich i nie umarła ze słowami czułości na wargach, słowami, które zdwoiły cierpienia jego szarpiącego