Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zapadł w głęboką zadumę. Szukał jakiegoś wyjścia z tej tragicznej sytuacji.
Abby, zasmutniała, ścisnęła niecierpliwie mocno rękę Lorda Generała, wołając:
— Pozwól mu iść ze mną! Sam mi mówiłeś niedawno, że wolno mi tobie rozkazywać, a teraz, gdy pierwszy rozkaz ci dałam — odmawiasz mi!
Rozjaśniło się oblicze Cromwella. — Położył rękę na główce małej Abby i rzekł głosem doniosłym:
— Panowie! Sam Bóg sprowadził tu to dziecko, by wskazało nam drogę sprawiedliwości. To dziecko mówi za mnie. Ogłaszam wyrok: więźniowie, jesteście wolni! —