Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— I cóż pan zamierza robić? Tak czy owak, jeden z nas musi zaryzykować życie.
— Poco? Aparat może być puszczony w ruch, jeśli przyczepimy do niego odpowiedniej wagi przedmiot.
— Prawda — zgodził się Pericord.
— Mamy przecież cegły i worek, czemużby więc nie było można doczepić do aparatu worka z cegłą, zamiast pana?
— Świetna myśl!
— A zatem, nie traćmy czasu!
Wyszli, dźwigając różne części maszyny.
Księżyc świecił jasno, kryjąc się tylko od czasu do czasu poza nadbiegające obłoczki. Wspólnicy zatrzymali się, nasłuchując... Cisza panowała wokoło, jeno z oddali dochodził szum morza i szczekanie psów.
Brown zabrał się do nakładania cegły do worka, podczas gdy Pericord znosił skrzętnie do szopy przedmioty, które mogły im być potrzebne.
Gdy wszystkie przygotowania zostały ukończone, zamknięto szopę. Wór z cegłą ustawiono na dwóch kozłach, do których umocowano — na brzegu worka — ster stalowy o kształcie rybiego ogona.
— Trzeba będzie tak zrobić, aby aparat zakreślił jak najmniejsze koło — mruknął Pericord.
— W takim razie niech pan przyczepi ster z boku — radził Brown. — No, teraz już wszystko w porządku!
Pericord wysunął się naprzód; jego szczupła, wyprostowana postać jak gdyby się skurczyła; ner-