Strona:Maria Rodziewiczówna-Dewajtis (1911).djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Dziadek myśli, że on o mnie pamiętał? Uchowaj, Boże!
Winowajca milczał, za to smutny młodzieniec ujął się za nim.
— Nie własny towar sprzedawał. Byki z poświckich gorzelni, to i nie miał za co kupować prezentów, ledwie starczyło na przekarmienie tego, co pan Czertwan wyznaczył.
— Dobry i stary, i młody. Dobrali się w korcu maku! Stary zwaryował na wielki rozum, a on taki całkiem głupi. Orzą nim, jak wołem.
— Rychło przestaną, jak się ożeni l do naszych Saudwilów do was przyjdzie — mówił dalej obrońca, uśmiechając się smutniej jak na stypie.
Dziewczyna pokraśniała, jak wiśnie u kapelusza, a stary łysinę pogładził i trochę udobruchany spojrzał na mruka.
— Aha! Cóż? Ratuję ja go, ratuję, ile mocy. Siostrzany syn, sierota, chciałem za dziecko wziąć kiedyś, ojciec nie dał. Ha! co robić, nie dał, to on i sam do mnie przyszedł.
Dziewczyna zrobiła grymas, mówiąc jasno: »Prawda! zobaczyłbyś go beze mnie!« ale stary nie zważał.
— Oho, oho! Rada jest na wszystko, byle się nie śpieszyć! »Pośpiech to złodziej«, mówili ojcowie. Na jesień niech Czertwan szuka sobie innego ekonoma do Skomontów albo sam się weźmie, bo Marek na swoje pójdzie. Już mu czas. Ile masz lat?
— Dwadzieścia ośm minęło na wiosnę!
— Strach! Co to się dzieje teraz. Ja w tym wieku czworo dzieci już miałem, tylko, że mi umierały, jak na komendę, aż żadnego nie zostało! No, ma się rozumieć, miałem olej w głowie, nie bałem się macochy, ani słuchałem każdego! To też i wyszedłem na człowieka.
— I Marek wyjdzie, dziadusiu! — upomniała się dziewczyna — on taki duży!
— Głupiaś! — mruknął stary, groźnie brwi marszcząc.
Zaśmiała się swawolnie.
— A dziaduś codzień sąsiadom prawi: Niechno mi na jesień Marek osiedzie na gospodarce, to zobaczycie, co potrafi młoda głowa i ręce. Pan Gral świadkiem.
Spojrzała przekornie na młodego chłopca, a on pod tem spojrzeniem wzrok spuścił i westchnął nieznacznie.
— Głupiaś — powtórzył Wojnat, wstając z miejsca.
Ruszyli się wszyscy. Ona pierwsza wybiegła z izby i po chwili z ogródka doleciał jej cienki głosik słowami piosenki:

Za lasami,
Za polami
Stoi domek przy ruczaju.