Strona:Maria Rodziewiczówna-Dewajtis (1911).djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Weź Niemca agronoma.
— Tu podobno Niemców okropnie nienawidzą.
— Trudna rada! Uczmy się forsownie języka, a tymczasem spuść się na służbę. Niech Czertwan wskaże ci zaufanych.
Jedli w milczeniu długą chwilę. W końcu panienka potrząsnęła głową.
— Rozpieścił mnie twój ojciec! Fe! Wstyd mi. Odzyskałam kraj i mienie, i zamiast się cieszyć, upadam na duchu. Masz słuszność! Za miesiąc muszę nauczyć się języka, a tymczasem trzeba cierpieć. Ty mnie nie opuścisz zaraz?
— Zostanę, póki zechcesz! Może się jeszcze Czertwan da utrzymać! Nie chcesz przyjrzeć się tańcom? To oryginalne!
Usiedli przy oknie salonu i długo patrzyli na rozbawiony tłum.
Wieczór zapadał, zabawa cichła, nakoniec zaczęły się jakieś szepty tajemnicze, spoglądano w okno, na młodą panią; naradzano się widocznie.
Potem obraz się zmienił. Muzyka wystąpiła naprzód, wszyscy odkryli głowy, i ze stu piersi zabrzmiał nieuczony, wiejski śpiew.
Skończywszy zwrotkę, skłonili się do ziemi i ruszyli do wrót.
Muzyka grała wciąż, idąc śpiewali dalej, za bramą ścichły glosy, i długo jeszcze słychać je było w spokojnym wieczorze.
Panna Irena pochyliła się na oknie i łowiła chciwie dźwięki.
— Jakie to proste i śliczne! — powtarzała.
Na dziedzińcu służba sprzątała ślady uczty i zabawy. Kilku poważnych oficyalistów przesunęło się od folwarku i obsiadło ganek prawej oficyny. Gwarzyli coś z cicha, paląc fajeczki i patrząc na drogę. Marwitz, zmęczony, porozumiał się na migi z Filemonem i udał się na spoczynek.
Po wrażeniach dnia panna Irena nie chciała spać. Czuwała, słuchajac szmeru wiatru i drzew. Kiedy ona zrozumie ten kraj i ludzi? kiedy poczuje się obywatelką Żmujdzinką?
Około północy daleki tętent spłoszył brytany podwórzowe, ożywił drzemiących ekonomów. Jeździec się zbliżał, jechał prędko bardzo, u bramy zsiadł z konia i pieszo podszedł do oficyny.
Poznała jego wzrost i glos ponury. Krótko dawał jakieś rozkazy; oficyaliści odpowiadali parę słów, czasem o coś zapytał, wreszcie odprawił ich skinieniem ręki.