Strona:Maria Konopnicka - Szczęśliwy światek.djvu/18

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Potem będą mazurki
    — Właśnie robi je mama —
    A rodzynki, migdały,
    Obierałam ja sama!

    Zrana przyjdzie ksiądz Proboszcz,
    I poświęci stół cały,
    Domek także pokropi,
    By się dzieci chowały.


    Gdzie tam padnie, to padnie,
    Po okienku, po ścianie...
    Ej, zobaczysz, Stasieńku,
    I tobie się dostanie!

    Tak się zrobi wesoło,
    Tak słoneczko zaświeci —
    Ach, już niema, powiadam,
    Jak Wielkanoc dla dzieci!


    Maria Konopnicka - Szczęśliwy światek (1895) page 18a.png



    Parasol.


    Wuj parasol sobie sprawił.
    Ledwo w kątku go postawił,
    Zaraz Julka, mały Janek,
    Cap za niego, smyk na ganek,
    Z ganku w ogród, i przez pola
    Het, używać parasola!

    Idą pełni animuszu:
    Janek, zamiast w kapeluszu,
    W barankowej ojca czapce,
    Julka w czepku po prababce,
    Do wiatraka pana Mola!
    A wuj szuka parasola.

    Już w ogrodzie żabka mała,
    Z pod krzaczka ich przestrzegała:
    — Deszcz, deszcz idzie! Deszcz, deszcz leci!
    Więc do domu wracać, dzieci!
    Mała żabka, ta na czasie
    Jak ekonom stary zna się,
    I jak krzyknie: deszcz! — to hola!
    Trza tęgiego parasola!