Strona:Maria Konopnicka - Na normandzkim brzegu.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Na lewo od naszego mieszkania stoi mały stary domek z ceglanemi schodkami i szpakiem, w wywieszonej nazewnątrz klatce.
Domek jest przez cały dzień cichy i zamknięty. Wdowa z córką w nim mieszka, i obie pracują u ludzi. Pod wieczór dopiero wązka smuga dymu oznajmia, że gospodynie wróciły i gotują strawę. Chwilę słychać brzęk naczyń w szczelnie zamkniętej izbie, potem otwierają się drzwi jak szerokie na mroczne wnętrze cegłą wyłożonej sieni, a tuż u wejścia, przy wązkim zastawiającym je stole, zasiada wdowa z córką, dużą, płaską anemiczną dziewczyną o przepysznych złoto rudych włosach, i obie zaczynają dziać grube wełniane pończochy. Jest cisza. Kobiety mil-