Strona:Maria Konopnicka - Na drodze.djvu/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Tymon Ateńczyk w podróży do Syrakuz spotkał rosłego, boskich niemal kształtów męża, który niosąc niewielki, prawie pusty mieszek, aż do ziemi się uginał pod jego ciężarem. Widok był dziwny i śmieszny.
— Co tak dźwigasz, Herkulesie? — zapytał Tymon drwiąco.
Mąż stanął, wierzchem potężnej dłoni otarł pot z czoła i z trudem oddech chwytając, rzekł:
— Rzecz ciężką z najcięższych.
— Czy tak ? — roześmiał się Tymon. W takim razie, będzie to pewno wymowa Klitjasza.
A był Klitjasz z zająkliwości i niewprawy w mowie w Atenach całych znany.
— Mylisz się — rzekł mąż. — Jego wymowa to piórko, któreby nie zaciężyło w dzióbie wróbla, lecącego słać gniazdko pod twoją strzechą.
— Ho! ho!... — śmiał się Tymon — nie