Strona:Maria Konopnicka - Na drodze.djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Malec jęknął raz i drugi i znów zaległo milczenie.
A wtedy wśród tej ciszy podniósł Mendel Gdański nań jeszcze głowę i rzekł:
— Pan powiada, co u mnie nic nie umarło? Nu, u mnie umarło to, z czem ja się urodził, z czem ja sześćdziesiąt i siedem lat żył, z czem ja umierać myślał... Nu, u mnie umarło serce do tego miasto!