Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/461

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


podług przesłanej mi przez Artura Wołyńskiego kopii, tu podaję:
— Kochany Stasiu, czuję się bardzo kiepsko, nie wiem, czy do rana dociągnę, jak otrzymasz telegram o mojej śmierci, natychmiast przyjeżdżaj. Znajdziesz moje rozporządzenia testamentowe — wszystko, co posiadam, jest twoje, niech cię Bóg błogosławi. Twój Teofil.
Wszystko to pisane, jak hieroglifami. Musiał się po pisaniu tem czuć wyczerpany, bo zażądał koniaku. Wierna Giovannina skłoniła go, że się do łóżka położył. Zasnąć wszakże nie mógł. Uczucie nieznośnego ciężaru w głowie i ostry ból w łokciach powracały znowu razem z niepokojem i jakby przestrachem dusznym.
Przychodził drugi atak — śmiertelny. Około godziny 6 rano zawołał poeta mocnym głosem:
Giovanina ajuto! Il sangue mi va alla testa! (Joanno ratuj! Krew mi uderza do głowy!).
A gdy Giovannina podniosła mu głowę i na piersiach swych oparła, zawołał jeszcze:
Gesu, Gesu, Maria ajutatemi! Che rumore! Che rumore!
A wtedy stracił przytomność, zaczął ciężko dyszeć i po dziesięciu minutach skonał.
Krzyk Giovanniny sprowadził sąsiadów. Ktoś skoczył po pannę Jabłonowską, ktoś inny po lekarza.
— Wbiegam — pisze mi panna Jabłonowska — chwytam za ręce, wołam — daremnie! Wtem