Strona:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu/321

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Ale matka chłopca nie jest ni młodą, ni piękną. Z dzieci jej, które wszystkie przedwcześnie na świat przyszły i pomarły, to pierwsze ma w sobie zadatki życia. Chłopak duży, mocny, z błyszczącemi, czarnemi oczyma, całą siłą rąk i nóg opiera się zalotnym usiłowaniom zakonnicy, która chce go uczynić jak najpowabniejszym. Ostatnia tualeta jest wielką kokieteryą zakładu, stanowi ją zaś perkalowa koszulina, metr flaneli na owinięcie od ramion do stopek, tudzież czepeczek biało wygarnirowany. Matka płacze ze szczęścia, odbierając tak wystrojonego kawalera, całuje rękę zakonnicy i potrząsa silnie dłonią oficera; wychodzi wreszcie, a ten kto to widział, rzuca wzruszony małą swoją ofiarę do puszki, nad którą widać napis: Oeuvre humanitaire. W puszkę tę republika francuzka włożyła świeżo dwa tysiące franków i takąż summą obowiązała się corocznie wspierać dzieło miłosierdzia; resztę dokłada ofiarność publiczna. Mali Pośpieszyńscy przyjmowani są tu bowiem nietylko bez różnicy stanu, wyznania i narodowości, ale także bez żadnej opłaty.
Eh, pani! czy naród, który ma takich oficerów artyleryi, nie może poszaleć, kiedy mu do tego chęć przyjdzie?