Strona:Maria Konopnicka - Książka dla Tadzia i Zosi.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


skwarze słonecznym aż koszula do pleców przylgnęła a pot mu na czole stał jakby rosa. Siadł też ciężko na ławie przed chatą, a koło siebie oparł kosę błyszczącą jak srebro. Nim gospodyni misę z ziemniakami i z mlekiem kwaśnem wyniosła, poklepał Kurtę po łbie, a widząc, że wszystko w porządku, rzekł: Dobre psisko! Dobre psisko! Uradował się Kurta z tej pochwały, aż zaskomlał z uciechy, a kiedy wreszcie ogień w izbie zagasł i wszystko się uciszyło, on zasiadł przed progiem i patrzył, pilnując chaty swoich gospodarzy.
Gwiazdy już weszły i księżyc błysnął, a Kurta przez sen jeszcze poszczekiwał i mruczał, jak na wiernego stróża przystało.