Strona:Maria Konopnicka - Książka dla Tadzia i Zosi.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zielona wiosna, śliczny maj,

Uczą się dzieci, pójdziem w gaj,
Pójdziemy w gaj i na łany,

Jest tam koniczek bułany!

Janek niezmiernie koniki lubi. Jak tylko usłyszał, że jaskółeczka o bułanku śpiewa, zaraz wziął elementarz, siadł przy Tadziu na małym stołeczku i wodząc paluszkiem po literkach, bąka:
A... B... C... D...
Bąka i bąka; nieraz mu się już i ziewać zachciewa, ale się nie rusza, bo wciąż czeka na tego bułanka. Dopieroż gdy Tadzio lekcye skończy, wtedy mój Janek elementarz w kąt, a sam do zabawy.
Ale jaskółeczka nie lubi takich dzieci nieporządnych, co książeczek nie szanują i byle gdzie je ciskają. Zaraz też zaczyna główką kręcić i tak szczebioce:

Jechał czyżyk od Krakowa,

Zakręciła mu się głowa.
A ten nie wart torby sieczki,

Kto w porządku nic nie chowa.

Jak też to nasz Janek usłyszał, zawstydził się ogromnie; bo cóż to, czy to nie żarty, żeby taki duży chłopiec nawet torby sieczki