Strona:Marcel Proust - Wpsc06 - Uwięziona 01.djvu/323

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


różnica, że jeden jest zmyślony a drugi prawdziwy, ale oba są równie niewinne, lub jeśli kto woli, równie występne. Toteż nie rozumielibyśmy, czemu kochanka (w danym wypadku p. de Charlus) podaje zawsze fakt kłamliwy, gdybyśmy nie wiedzieli, że owe odpowiedzi kształtuje — bez wiedzy danej osoby — suma czynników, na pozór będąca w takiej dysproporcji z błahością faktu, iż wypadnie tu autorowi przeprosić że je bierze w rachubę. Ale dla fizyka, miejsce, jakie zajmuje najmniejsza kulka bzowa, określa się zgodnością, zderzeniem lub równowagą praw przyciągania lub odpychania — praw, rządzących o wiele większemi światami. Wspomnijmy tu jedynie dla pamięci chęć okazania się naturalnym i śmiałym, odruchową chęć ukrycia tajemnej schadzki, połączenie wstydliwości i popisu, potrzebę wyznania tego co jest tak miłe i pokazania że się jest kochanym, odgadywania tego co interlokutor wie i przypuszcza, a czego nie mówi; przenikliwość, która, przewyższając bystrość partnera lub nie dosięgając jej, każe ją to przeceniać to niedoceniać; wreszcie mimowolne pragnienie igrania z ogniem i chęć przeszkodzenia jego szerzeniu się. Tyleż różnych praw, działających w przeciwnym kierunku, dyktuje bardziej ogólnikowe odpowiedzi dotyczące niewinności, „platonizmu“, lub przeciwnie fizycznej konkretności czyichś stosunków z osobą, którą ów ktoś widział rzekomo rano, kiedy ją