Strona:Marcel Proust - Wpsc06 - Uwięziona 01.djvu/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tak jak naprzykład rumieniec zmieszanej osoby lub nagłe milczenie.
Jakiś przysłówek użyty naprzykład przez pana de Cambremer, kiedy sądził że jestem „pisarzem“ i kiedy, nie rzekłszy jeszcze nic, opowiadając o swojej wizycie u Verdurinów, obrócił się do mnie, mówiąc: „Był tam właśnie de Borelli“, przysłówek wynikły z mimowolnego, czasem ryzykownego zbliżenia dwóch myśli, nie wyrażonych przez interlokutora, z którego-to zbliżenia mogłem, dzięki jakiejś metodzie analizy lub elektrolizy, wydobyć te myśli, taki przysłówek powiadał mi więcej niż cała rozprawa.
Albertynie zdarzało się czasem w jej odezwaniach się uronić jakiś szacowny amalgamat, który czemprędzej starałem się poddać działaniu odczynników, aby go przeobrazić w jasną myśl. To jest zresztą jedna z najokropniejszych rzeczy dla zakochanego, że, o ile poszczególne fakty są trudne do odkrycia (dałoby się je odkryć, wśród tylu możliwości, jedynie doświadczeniem, szpiegowaniem), w zamian za to prawdę jest tak łatwo przeniknąć lub bodaj przeczuć.
Często widziałem w Balbec Albertynę, jak wpija w przechodzące młode dziewczyny nagłe i długie spojrzenie, mające coś z dotyku, poczem, o ile znałem te dziewczęta, mówiła: „Gdyby je ściągnąć? z przyjemnością nagadałabym im impertynencyj“. A od jakiegoś czasu (z pewnością od cza-