Strona:Mali mężczyźni.djvu/324

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i bawiłam się wybornie. I ty masz na to chętkę, niegodziwy synu.“
„Jużem wymyślił,“ odezwał się Robcio, całkiem teraz swobodny, i rad że zdobędzie entrée do tego rozkosznego zgromadzenia.
Wszyscy wpatrzyli się i wsłuchali, powstrzymując uśmiéch, gdy Robcio siedzący na kolanach u matki, i obwinięty w jaskrawą kołderkę, opowiedział tę krótką, ale tragiczną historyę:
„Była pewna pani, która miała miljon dzieci i jednego chłopczyka. Poszła raz na górę i powiedziała: „Nie chodź na podwórze!“ ale on poszedł i wpadł w studnię, i utopił się na śmierć.“
„Czy to już koniec?“ zapytał go Franz, gdy się zatrzymał, by odetchnąć po tym przerażającym początku.
„Jeszcze nie; będę opowiadał daléj,“ odrzekł Robcio i ściągnął brwi, mozolnie szukając natchnienia.
„Co ta pani zrobiła, jak chłopaczek wpadł w studnię?“ zapytała matka, żeby mu dopomódz.
„Wypompowała go, obwinęła w gazetę i położyła na półce, żeby wysechł.“
Ogólnym wybuchem śmiéchu przyjęto tak niespodziane zakończenie, a pani Ludwika głaszcząc mu główkę, rzekła uroczyście:
„Synu mój, odziedziczyłeś po matce dar opowiadania. Idź, gdzie sława cię wzywa.“
„Czy teraz mogę tu zostać? Wszak to była dobra historyjka?“ zawołał Robcio, pyszniąc się świetném powodzeniem.
„Możesz zostać, póki nie zjész tych dwunastu ziarnek maku,“ rzekła matka, sądząc, że je wsypie od razu do buzi; ale Robcio, chytry chłopak, zjadał je po jedném, w pełni używając każdéj chwili.