Strona:Mali mężczyźni.djvu/281

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Czytałem dużo o kretach, i przyglądałem się im nieraz; alem wszystko zapomniał, prócz tego że przemieszkują w norach, które kopią sobie; że się je chwyta, nalewając tam wody; i że potrzebują często jeść.“ To powiedziawszy usiadł Nadziany, wyrzucając sobie, że przez lenistwo nie zapisywał swych cennych spostrzeżeń; bo się wszyscy uśmiechnęli na wzmiankę ostatniego z tych trzech faktów, jakie mu zostały w pamięci.
„A więc już koniec na dzisiaj,“ odezwał się pan Bhaer, ale Tomek zawołał żywo:
Jeszcze nie! Alboż to pan nie wié? Musimy przecież oddać tę rzecz!“ i zaczął mrugać gwałtownie, robiąc sobie okulary z palcy.
„Zupełnie zapomniałem! Teraz na ciebie koléj Tomku,“ odrzekł, i zajął napowrót swe miejsce; a wszyscy chłopcy prócz Dana, zaczęli się jakoś krzątać.
Alfred, Tomek i Adaś którzy wyszli z pokoju, wnieśli niezadługo pudełko z ponsowego safianu, na najładniejszéj srebnéj tacy pani Ludwiki. Tomek trzymał ją w rękach i wraz z kolegami prosto zmierzył do Dana, który nic nie podejrzéwając, sądził, że sobie jakieś żarty stroją. Tomek przygotował świetną mowę; ale ponieważ całkiem wyszła mu z pamięci, rzekł tylko z głębi zacnego i gorącego serca:
„Słuchaj chłopcze, chcemy ci wynagrodzić czémś ładném, to co zaszło, — i okazać jak cię kochamy, za twę poczciwość. Weźże to, i zabawiaj się.“
Dan był tak zadziwiony, że zarumienił się jak owe pudełko, i bąknął tylko: „dziękuję wam, koledy,“ ale gdy zobaczył co jest w środku, rozjaśniła mu się twarz, porwał mikroskop, i z takim zapałem prze-