Strona:Mali mężczyźni.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


odpowiedziała pani Bhaer. „Daję pięć minut czasu do uspokojenia się, poczém gaszę światło i wymagam porządku. To są honorowe chłopcy, więc dotrzymują słowa.“
Rzeczywiście: jak się nagle zaczęła bitwa, tak się skończyła. Nastąpiło już tylko parę pożegnalnych strzałów i okrzyków, Adaś rzucił siódmą poduszkę na uciekającego nieprzyjaciela, poczém ład został przywrócony. Po téj sobotniéj swawoli nastała już cisza, którą przerywał tylko gdzieniegdzie chichot lub szept przytłumiony, a matka Bhaer po ucałowaniu nowego wychowanka, zostawiła go błogim snom o życiu w Plumfield.





Rozdział drugi.
Chłopcy.

Korzystając z długiego snu Alfreda, opiszę moim młodym czytelnikom chłopców, wśród których znalazł się nazajutrz.
Zacznijmy od dawnych znajomych.
Szesnastoletni już Franz, wysoki młodzian, jako prawdziwy Niemiec, miał grubą tuszę i jasnoblond włosy. Zamiłowany był w książkach i w domowém życiu, przytém towarzyski i muzykalny. Wuj sposobił go do kolegium, a ciotka do szczęśliwéj przyszłości, przy własném ognisku. Pilnie rozbudzała zatém łagodność, przywiązanie do dzieci, poszanowanie dla kobiet tak starych jak i młodych, oraz praktyczność. Był jéj prawą ręką i kochał tę wesołą ciocię, jakby rodzoną matkę, którą starała mu się zastąpić.