Strona:Mali mężczyźni.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Co to jest wampum?“ zapytał ciekawie Adaś.
Inni zadawali podobneż pytania, on zaś sam niewiedząc kiedy, opowiedział wszystko, co słyszał od pana Hyde, gdy przed kilku tygodniami płynęli razem po rzece.
Artur pilnie słuchał, ale Dan bardziéj go zaciekawiał, niż Indyanie; czuł téż pociąg i z tego względu, że równie jak on, miał ochotę uciec będąc młodym chłopczykiem i potém dopiéro poskromił się zwolna: cierpliwością i cierpieniem.
„Wiécie, chłopcy, co mi przyszło na myśl? Oto byłoby dobrze, gdybyście mieli własne muzeum, to jest miejsce do składania ciekawych rzeczy, jakie wam się zdarzy znaleść, wykonać lub otrzymać w darze. Pani Ludwika jest zbyt dobra, żeby narzekać; ale to przykro, miéć cały dom zapełniony rupieciami. W najpiękniejszym wazonie leży z półkwarty chrabąszczy; nad drzwiami wisi para nieżywych nietoperzy; gniazda os ludziom spadają na głowy; i wszędzie zawadza tyle kamieni, że możnaby wybrukować całą ulicę. Mało która kobieta miałaby na to cierpliwość, nieprawda?“
Pan Laurence mówił z figlarną miną, a chłopcy ze śmiéchem mrugali na siebie, miarkując że ktoś rozsiéwa plotki poza murami zakładu, bo inaczéj zkądżeby on wiedział o istnieniu tych drogocennych przedmiotów?
„Więc gdzież mamy chować to wszystko?“ zapytał Adaś, i żeby się lepiéj zastanowić, położył się na ziemi.
„W staréj wozowni.“
„Tam woda zacieka, i niéma ani okien, ani miejsca gdzieby układać te rzeczy; przytém pełno jest kurzu i pajęczyn,“ odezwał się Alfred.