Strona:Mali mężczyźni.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Wyznaję ze wstydem, że byłam niezmiernie rozpustną.“
„Lubię takie dziewczynki,“ rzekł Tomek, spoglądając na Andzię, która odwdzięczyła się szkaradną miną za ten kompliment.
„Dla czego ja nie pamiętam cioci, — czym był za młody?“ spytał Adaś.
„Cokolwiek, mój drogi.“
„Może nie miałem jeszcze pamięci? Dziadunio powiada, że rozmaite cząstki naszego mózgu rozwijają się w miarę jak rośniemy, więc pamięć moja nie rozwinęła się jeszcze, gdyś ty była małą, ciociu, i dla tego nie mogę sobie przypomnieć, jakeś wyglądała,“ tłumaczył Adaś.
„Mój ty mały Sokratesie, zachowaj lepiéj te pytania dla dziadunia, gdyż przechodzą moje siły.“
„Dobrze; on wié wszystko o takich rzeczach, a ty, ciociu, nic nie wiész,“ rzekł Adaś, myśląc sobie, że latawce są widać najodpowiedniejsze do pojęć obecnego tam grona.
„Opowiédz nam, pani, co to było, gdyś puszczała ostatni raz latawca!“ rzekł Alfred, miarkując z jéj śmiéchu, że to musi być coś ciekawego.
„Ach, to śmiészna historya! Będąc już wtenczas piętnastoletnią dziewczyną, wstydziłam się dziecinnych gier; ale pewnego razu, pokryjomu zrobiliśmy z wujem Teodorkiem latawce, i ubawiwszy się nimi w polu, odpoczywaliśmy, jak teraz oto. Wtém, dają się słyszeć jakieś głosy, i ukazuje się grono panien i młodzieńców, wracających z pikniku. Teodorek nic sobie z tego nie robił, chociaż także był za duży na latawca, ale ja bardzom się zmięszała, bo wtenczas tak mię nielitościwie wyśmiéwano i prześladowano za żywość, jak my teraz Andzię.