Strona:Mali mężczyźni.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


znieważona gospodyni, zamierzając się garnuszkiem śmietanki, na gościa.
„Nie wziąłem.“
„Wziąłeś!“
„To nieładnie zapiérać się!“ wykrzyknęła Andzia, żwawo zjadająca galaretę w czasie tego sporu.
„Oddaj, Adasiu!“ odezwał się Tomek.
„Czemu kłamiesz, kiedyś je sam włożył do kieszeni?“ zawołał tenże, oburzony niesprawiedliwém oskarżeniem.“
„Odbierzcie mu ciastka! Nie godzi się pobudzać Stokrotki do płaczu,“ powiedział Alfred, dla którego ten pierwszy bal okazał się nadspodziéwanie bogatym we wrażenia.
Stokrotka zalała się łzami, Becia zaś jako wierna sługa, poszła za jéj przykładem i nazwała cały ród męski „plagą“. Tymczasem między młodzieńcami toczyła się bitwa, bo skoro dwóch obrońców niewinności rzuciło się na nieprzyjaciela, ten zuchwały chłopak oszańcował się stolikiem i rzucał w nich skradzione ciastka, które okazały się dobrym nabojem, gdyż prawie tak były twarde, jak kule. Póki starczyło téj amunicyi, napastnicy trzymali się tęgo, ale gdy ostatnia sztuka padła z poza stołu, schwytali złoczyńcę, z wrzawą wyciągnęli z pokoju i rzucili na ziemię, jakby kupę śmieci. Zwycięscy wrócili rozgrzani odniesionym tryumfem, i podczas gdy Adaś pocieszał biédną panią Smith, Alfred i Andzia zbiérali porozrzucane placuszki, kładli rodzenki na właściwe miejsca, i tak ustroili talérz, że wyglądał, jak przedtém, tylko że znikł z wierzchu cukier, największa ozdoba; nikt jednak nie chciał jeść tych ponętnych niegdyś ciastek, po zadanéj im zniewadze.