Strona:Ludwik Gallet - Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Brawo! brawo! Ach, jakiż podobny! Ach, to on we własnej postaci! Brawo Fagotin z pyskiem Bergeraca!
Dla zrozumienia tych okrzyków, objaśnić trzeba, że małpa Fagotin nie była niczem innem, jak żywą karykaturą Cyrana. Ta komiczna kopja figury, ruchów, ubioru i całego rycerskiego wzięcia się poety miała przyczynić wiele utrapień Briochemu.
Małpa owa, wedle opisu samego bohatera niniejszego opowiadania, była „okrągła jak pasztet z Amiens, wielkości człowieka małego wzrostu i pocieszna w najwyższym stopniu. Brioche włożył jej na głowę stary, podarty kawał filcu z wielkiem piórem, które zakrywało dziury i łaty; szyję jej opasywała olbrzymia kreza á la Scaramouche; miała wreszcie na sobie modny kaftan o sześciu zakładkach, naszywany pasmanterją i świecidłami.”
— Tęga mina, nieprawda? — wykrzykiwał Brioche, biorąc udział w wesołości tłumu.
A zwracając się do małpy:
— Witaj. Nieustraszony! Pozdrowienie Kapitanowi Czartowi! Wystąp naprzód, Pogromco olbrzymów, Waligóro, Wyrwidębie — wystąp i pokaż, co umiesz!
Tłum wytężył wzrok i nadstawił uszu. I jedynie przez to, że uwaga jego była całkowicie pochłoniona przez widowisko, nie zauważył obecności Cyrana we własnej osobie, który zatrzymał się przed budą i zajął miejsce w ostatnim rzędzie widzów.,
Zgadując, o co chodzi, i widząc, że w istocie jego ośmieszoną podobiznę oddawano na łup prostaczej uciechy gapiów, zawrzał wściekłym gniewem. Nos jego — ten nos, który wydrwiwano tak nikczemnie — wciągał gwałtownie powietrze; poeta doświadczał przez chwilę pokusy rzucenia się na tłum ze szpadą i płazowania bezczelnych głupców, ośmie-