Strona:Ludwik Gallet - Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— ale które dla mnie wszystko zastąpi. Za miesiąc panna Gilberta będzie moją żoną.
— Godny zazdrości śmiertelniku, co znasz zgóry dokładnie datę swojego szczęścia!
W tejże chwili zauważył, że słowa hrabiego w szczególny sposób zmieszały Gilbertę.
„Aj! — szepnął do siebie — panienka zdaje się bez wielkiego zachwytu przyjmować los, który ją czeka!... “
Zrobiwszy tę uwagę, zabierał się do odejścia.
Margrabia zatrzymał go.
— Zjesz z nami obiad, panie de Bergerac?
— Nie, Ulatniam się!
— Tak prędko?
— Czekają na mnie w pałacu Burgundzkim.
— Przysiągłbym, że to tylko wymówka.
— Wymówka ta ma ciało i kości, Jest nią: Sulpicjusz Castillan, dzielny chłopiec, który przepisuje moje wiersze i roznosi listy.
— A więc Sulpicjusz Castillan poczeka na ciebie.
— Zostań pan, proszę! — przybyła na pomoc ojcu Gilberta. — Po obiedzie uraczysz nas kilkoma rozdziałami swej ostatniej pracy.
— Tam, gdzie pani rozkazujesz — odrzekł dworsko poeta — wola moja kruszy się na atomy. Pozostaję zatem. Czy zgadzacie się, panie, abyśmy przed obiadem przeszli się po Nowym Moście? Podobno Brioche pokazuje tam farsę, w której wystawia moją osobę w sposób wielce złośliwy, ku niezmiernej uciesze gapiów i włóczęgów.
Cyrano wyliczał w dalszym ciągu uciechy, jakie można było owego ranka znaleźć na Nowym-Moście, gdy nagle nader żywo zajęło go co inngo.
Na wybrzeżu rozległy się dźwięki muzyki.
Niespodziany ten koncert wyprawiała trójka wędrownych grajków,złożona z dwóch mężczyzn i jed-