Strona:Lucy Maud Montgomery - Ania z Wyspy.djvu/226

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— No, no, niech pani nie gada głupstw, — odpowiedziała pani Skinner pogłaskana. — Niech pani zaczeka, powiem to Tomaszowi. Strasznie się zawsze cieszy, kiedy dostaję komplement. Wio, czarna kobyło! No, jesteśmy na miejscu. Mam nadzieję, że się pani będzie dobrze powodziło w szkole. Niedaleko do niej naprzełaj przez bagno za domem Janiny. Ale jeżeli pani pójdzie tą drogą, musi pani być bardzo ostrożna. Gdyby się pani zatrzymała w tem czarnem błocie, pogrążyłaby się pani odrazu i nigdyby już pani nie ujrzała świata, aż do dnia sądnego. Wio, czarna kobyło!