Strona:Lucy Maud Montgomery - Ania z Wyspy.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


także wydać ją w postaci oddzielnej broszury i rozesłać naszym klientom.
Dziękując Pani uprzejmie za zainteresowanie, okazane dla naszej imprezy, pozostajemy
z głębokiem poważaniem
Fabryka Pierwszorzędnego Proszku Do
Pieczenia Rollinga.

— Nic nie rozumiem! — rzekła Ania zmieszana.
Diana klasnęła w ręce.
— O, wiedziałam, że dostaniesz nagrodę. Byłam tego pewna! Ja posłałam twoją nowelę na konkurs, ja ją posłałam!
— Diano Barry!
— Tak, ja to zrobiłam, — rzekła Diana rozpromieniona, rzucając się na łóżko. — Kiedy przeczytałam ogłoszenie, natychmiast pomyślałam o twojej noweli i początkowo chciałam cię prosić, żebyś ją posłała. Ale potem przyszło mi na myśl, że może nie zgodziłabyś się. Miałaś za mało pewności siebie. Postanowiłam więc posłać odpis, który mi dałaś, nie wspominając ci o niczem. Gdybyś więc nie otrzymała nagrody, nie dowiedziałabyś się o tem i nie miałabyś zmartwienia, gdyż rękopisy nieprzyjęte miały nie być zwracane. Gdyby się zaś miało udać, doznałabyś tak radosnej niespodzianki!
Diana nie mogła zrozumieć, że Ania nie okazywała takiej radości, jak ona sama. Niespodzianka była — to nie ulegało wątpliwości — ale gdzie była radość?
— Aniu, zdaje mi się, że wcale nie jesteś tem ucieszona, — zawołała Diana.
Ania zmusiła się do uśmiechu.
— Naturalnie, nie mogę się nie cieszyć twojem bezinteresownem pragnieniem zgotowania mi radości, —