Strona:Lucjan Szenwald - Utwory poetyckie.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na warcie


Krótkowidz, gdy na wartę wyszedł uzbrojony,
Uszami patroluje rejony milczenia.
Ledwo gałązka mignie w plamach światłocienia,
On już bagnet wychyla z liściastej zasłony.

„Stój, kto idzie?“ — Wiewiórki podnoszą ogony.
„Stój, kto idzie?“ — Kukułka milknie ze zdumienia,
Zając przystanął, sowa budzi się z uśpienia,
Milionem witek parska młody las zielony.

Myśl domaluje, czego ucho nie dosłyszy.
Plądruje wyobraźnia bezludne rozłogi,
Za kroki wroga biorąc krzątaninę myszy,

Biorąc na muszkę wiatr, rozwiewający stogi,
Krótkowidzu, ty w trosce o sen towarzyszy
Mógłbyś las, i świat cały, postawić na nogi!

Lipiec 1941 r.