Strona:Lucjan Szenwald - Utwory poetyckie.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



∗             ∗

Ostatni słońca umilkł dźwięk.
Jest chwila przejmującej ciszy,
gdy ucho chrzęst owadzich szczęk
i huk rosnących łodyg słyszy.

Ostatni promień słońca zgasł.
Szeleści szary liść dębowy.
Oddycha sinym zmierzchem las.
Nietoperz wstał. Polują sowy.

Prędzej, bo rychło przestrach drogi pogmatwa!
Prędzej, na stację dziatwa, na skrzydłach dziatwa!

Kołyszą się od kroków polne ukosy,
po alejach się młode skrzykują głosy,

trzeszczą suche gałęzie, łamią się osty,
powietrze bije w nozdrza i wiatr jest ostry.

A kiedy przed budynkiem białej stacyjki
zgromadzili się chłopcy, głodni jak wilki,

kiedy resztki zapasów przez mgnienie powiek
znikły w przepastnych gardłach zdyszanych uczniów,

na peron wszedł wysoki w cylindrze człowiek,
z nim wyorderowany młody porucznik.

Cywil wygłosił płynnie dwa przemówienia,
oficer nastrój chłopców i sprawność bada,