Strona:Lucjan Siemieński-Portrety literackie tom 2.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

ciężyło wstręt, i z całą godnością odwołało się do dawnego towarzysza bojów, do świetnego w swoim czasie reprezentanta chwały narodowéj.
Pośrednictwo to przyniosło pożądany skutek. Jenerał Krasiński starał się niejednokrotnie, polityczne swoje odstępstwo, zatrzeć prywatnemi usługami na korzyść prześladowanych współbraci.
Jakoż niedługo po przybyciu do Wołogdy, gdzie Morawski zastał innych towarzyszów wygnania, jak jenerała Rohlanda, Mrozińskiego, Czyżewskiego — uwiadomione przez Krasińskiego o pobycie ojca, dzieci, i Koźmian o pobycie przyjaciela, nie omieszkali pisywać doń, co niemałą było w nieszczęściu osłodą.
Mam przed sobą kilkanaście listów pisanych od naszego wygnańca z Wołogdy, do ojca i syna Koźmianów. W korespondencyi téj maluje się stan jego duszy, smutki i skąpe pociechy jakich przez dwa lata doświadczał.
„Jakżem szczęśliwy, że list mój was doszedł, że wasz do mnie dopłynął, mówię dopłynął, bo ta dalekość, rozległość, oceanem dla mnie. Jesteście więc zdrowi i spokojni. Bogu dzięki! I ja byłbym takim, gdyby jaka nadzieja, choćby najbiedniejsza zabłysnąć chciała, że was wkrótce