Strona:Liryka francuska. Seria druga.djvu/007

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


MŁODA DZIEWCZYNA MÓWI.


Cząbry rzekły: kocha ciebie tak,
Że do stóp twych padł, jak ranny ptak!
Na dzień przyjścia zładź mu się i zwól.
— »Nie schlebiajcie, próżne cząbry pól:
Zmiłuj się Bóg nad mą duszą!«

Stokroć rzekła: Czemu dałaś mu
Całą wiarę dziewiczego snu?
Serce jego przepalone rdzą...
— »Późno, stokroć, szepczesz radę twą!
Zmiłuj się Bóg nad mą duszą!«

Szałwie rzekły: zbądź czekania mąk,
Innych ramion go kolebie krąg...
— »Szałwie smutne, szałwie we łzach ros!
Chcę was wszystkie dzisiaj wpleść w mój włos!
Zmiłuj się Bóg nad mą duszą!«