Strona:Liote.djvu/053

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Świeży chleb, świeże bułki — zachwalała dziewczyna.
Po skończonym targu Żydówki oddaliły się.
Patrzałem za niemi, gdy szły drogą, wzdłuż blado-żółtej, przesianej słonecznymi połyskami ścianki, którą tworzyło dojrzewające, wysokie żyto.
Żałośnie niepowabne sylwetki! Szare, nędzne kaftany; szare nędzne spódnice; te głowy czarno spowinięte; postaci, jak przełamane! Ciężar kosza na prawym ręku zniewala je do przechylania tułowiu na lewo i wyciągnięcia lewej ręki. Bose, stąpały z wysiłkiem, piętami zaorywając po piasku. Znikły mi na miedzy, którą udały się zapewne dla skrócenia drogi do końca wsi.
Odtąd widywałem je codziennie, a czasem zachodziłem z niemi w rozmowę.


VI.


— Ależ mnie wcale zęby nie bolą! Rozśmieszyło ją moje posądzenie, iż cierpi na fluksyę.
— Pan myślał, że mam twarz spuchniętą. Zesunąwszy chusteczkę niżej podbródka,