Strona:Liote.djvu/024

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


cym głosikiem — zrobię to dlatego, żebyś już więcej nie chorował.
To był jej pierwszy pocałunek.
...Drugi otrzymałem — na odjezdnem.
Tayotomi, kiedy mu oznajmiłem, że z woli mego ojca wyjeżdżam do krajów zamorskich dla dobrego obeznania się z handlem, nie ukrywał wcale zadowolenia.
— Ślicznie czynisz, Mito, — rzekł. Nie śpiesz się z powrotem, wracaj, gdy będziesz miał już dobrze nabitą kieszeń. Do tego czasu podrośnie moja najmłodsza Take, którą przez wielki szacunek jaki mam dla twego ojca Jakonina, chętnie oddam ci za żonę.
Wyszedłem odeń smutny. Liote była gdzieś ukryta. Gdym mijał ich ogród, ujrzałem ją wśród drzew, biegnącą szybko, za chwilę zawisła mi na szyi, nie mówiąc nic. Usta nasze przylgnęły do siebie, nie wiem na jak długo. I rozstaliśmy się, nie powiedziawszy sobie słowami nic, a pocałunkiem wszystko.
...Żegnaj mi Hwashano.




Hakodate.


Na wstępie zapewniam cię uroczyście, chłopcze kochany, że Liote żyje i jest zdrowa.