Strona:Lewis Wallace - Ben-Hur.djvu/343

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Muszę przyznać, że wziąłeś się do roboty, jak należy, a co dziwniejsza, moim sposobom, tym, jakiego dziesięć lat uczyłem w szkołach rzymskich. Teraz widzę, że nie jesteś Żydem. Kimże jesteś?
— Czy znałeś Aryusza Duumwira?
— Kwintusa Aryusza? Oczywiście, bo był moim patronem.
— Miał przecież syna?
— Miał — rzekł Norman, przeciągając się leniwo — Znałem chłopca, dzielny był i snadnie mógł zostać królem gladyatorów; sam Cezar nawet chciał się nim opiekować. Ja sam wyuczyłem go wszelkich tajemnic mej sztuki, co więcej, pokazałem mu nawet sposób mego wynalazku; ależ na Irmina, wszak właśnie użyłeś go w walce z tym biedakiem!
— Jakto i dotąd nie poznałeś mnie? Wszakże jestem owym synem Aryusza.
Sakson zbliżył się zwolna, obejrzał dokładnie młodzieńca a wyciągnąwszy rękę, zawołał z rozjaśnioną twarzą i wesołemi oczyma:
— Ha, ha, ha! a to mnie oszukał! Obiecywał, że tu zastanę Żyda — Żyda — psa żydowskiego, którego śmierć miłą będzie bogom.
— Kto ci to powiedział? — pytał Ben-Hur, ujmując jego rękę.
— On, Messala! — ha, ha, ha!
— Kiedy?
— Wczoraj wieczorem.
— Myślałem, że jest chory z potłuczenia.
— Nie będzie już nigdy chodzić, a do mnie mówił wśród jęków, leżąc na łóżku.
Kilka słów dawały dokładny obraz nienawiści Messali i przekonały Ben-Hura, że póki wróg taki żyć będzie, nie przestanie go prześladować. Zemsta stanie się odtąd jedyną osłodą jego zniweczonego życia i straconego w zakładach z Sanbalatem majątku. Ani chwili nie lekceważył sobie Ben-Hur tego stanu rzeczy, a przedewszystkiem widział, jak bardzo on będzie groźny i niebezpieczny dla dzieła, które miał przedsiębrać. Wobec tak ważnego przedsięwzięcia nie trzeba wybierać w środkach, zresztą, wszak mu przysługuje prawo odwetu. Czemużby nie miał użyć tego samego, co Rzymianin, sposobu? Czło-