Strona:Lew Tołstoj - Wojna i pokój 03.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.





I.

Książę Bazyli nie układał nigdy planów naprzód, tem mniej w głowie mu nawet nie postało, popełnić coś złego, by ciągnąć z tego na przyszłość korzyści. Był to po prostu człowiek wielkiego świata, któremu dotąd wiodło się wszystko, do czego tylko rękę przyłożył, uważał zatem każde w życiu powodzenie, za coś zwyczajnego i koniecznego.
Działał stosownie do okoliczności, do stosunków z tymi lub owymi. Do tej stałej zasady, naginał i zastosowywał rozmaite kombinacje, które budziły w nim najwyższe zajęcie i były celem jedynym jego życia. Jednakże sam przed sobą nie zawsze zdawał sobie sprawę, czemu postępuje tak, a nie inaczej? Miał jednocześnie dziesięć planów w głowie. Niektóre z nich zostawały niewykonanemi jako projekta rysujące się dopiero w umyśle, nieokreślone ścisłemi konturami. Inne przychodziły do skutku; a jeszcze inne nie udawały się i jemu, chybiając celu. W takim razie przechodził nad niemi do porządku dziennego, i zapominał o nich najzupełniej. Naprzykład: nie powiedział sobie nigdy z góry: — „Ten i ten, jest teraz u szczytu władzy, powinienbym zaskarbić sobie jego przyjaźń i starać się zyskać jego zaufanie, aby otrzymać za jego pośrednictwem to, lub owo“. — I tego