Strona:Lew Tołstoj - Wojna i pokój 03.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— Waśka, z czegoś podobnego nie godzi się żartować! To uczucie nadto wzniosłe, nadto idealne!
— Tak, tak, mój drogi! Podzielam w tem najzupełniej twoje zdanie!
— Ani mnie nie pojmujesz, ani pojąć nie możesz!
I Rostow zaczął się zwolna przechadzać, pomiędzy ogniskami dogasającemi, marząc rozkosznie o śmierci chwalebnej na polu bitwy w oczach cara. Ani pomyślał w tej chwili o życiu młodem, które ledwie zaczynało się dla niego, o rodzinie, tak do niego przywiązanej. Pierś rozpierał mu zapał. Był pewny świetnego tryumfu wojsk rosyjskich i rozbicia w puch nieprzyjaciela. Nie on jeden tak błogo marzył. Dziewięć dziesiątych żołnierzy, łudziło się tak samo, w przededniu niezapomnianej, sławnej bitwy pod Austerlitz!





XI.

Car spędził w Wischau dzień następny. Przywoływany do niego kilkakrotnie, pierwszy nadworny lekarz Willier, znalazł znaczne osłabienie, w swoim dostojnym pacjencie, rozstrój gorączkowy, brak snu i apetytu. Wkrótce wiedziano w całym obozie, o cara stanie chorobliwym. Przypisywano usposobienie gorączkowe, silnemu wrażeniu jakiego doznało jego serce zbyt tkliwe, na widok trupów i rannych.
Siedmnastego listopada o świcie, oficer francuzki pod