Strona:Lew Tołstoj - Śmierć Ivana Iljicza.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ma być naznaczony na jego miejsce, — na miejsce zaś Aleksiejewa Winnikow, albo Sztabel.
Teraz więc pierwszą myślą każdego z zebranych w gabinecie było mimowolne pytanie, w jaki sposób śmierć Iwana Iljicza wpłynąć może na awanse i tranzlokacye ich samych lub ich znajomych.
— Teraz, z pewnością otrzymam miejsce Sztabla lub Winnikowa, — pomyślał Teodor Wasiljewicz. — Dawno mam to obiecane, a awans ten znaczy dla mnie 800 rubli dodatku, oprócz kancelaryi.
— Trzeba będzie wystąpić o przeniesienie szwagra z Kaługi, — pomyślał Piotr Iwanowicz. — Żona ucieszy się bardzo. Nie będzie już mogła mówić, żem nigdy w niczem nie dopomógł jéj krewnym.
— Ja bo myślałem zawsze, że on się już nie podniesie, — rzekł głośno Piotr Iwanowicz. — Szkoda go!
— Co mu właściwie było?
— Doktorowie sami nie wiedzieli. A może i wiedzieli, ale się nie zgadzali na jedno. Kiedy widziałem go raz ostatni, można było przypuszczać, że ma się lepiéj.
— Ja go nie widziałem już od samych świąt. Wybierałem się, wybierałem i jakoś zeszło.
— Czy miał majątek?
— Coś bardzo niewielkiego po żonie. Ale to drobnostka.
— Trzeba tam będzie zajrzéć. Strasznie daleko mieszkają.
— To znaczy: daleko od pana. Od pana wszędzie daleko.
— Nie może mi darować, że mieszkam za rzeką, — uśmiechając się do Szebeka, odparł Piotr Iwanowicz.
I zaczęli mówić o odległości różnych punktów miasta, a późniéj udali się na posiedzenie.
Oprócz wywołanych z powodu tego zdarzenia domysłów o przeniesieniach i możliwych zmianach w hierarchii urzędniczéj, sam fakt śmierci blizkiego znajomego wywołał pomiędzy tymi,