Strona:Leo Lipski - Powrót.djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
60Leo Lipski, Niespokojni

Komentarz: Mały k. to jest ojciec Emila. Dlatego nazywa się mały k., bo Joanna uważa, że jest podobny do kota.


Université Perverse

— Wtedy, kiedy ja przyjechałem, to było?
— Tak.
Emil czuł, że się dusi.
— I dlatego spóźniłeś się wtedy?
Janek patrzył niebieskimi, niewinnymi oczami. Milczenie pod ciśnieniem. Emil musiał głęboko oddychać co parę minut.
Powiedziano mu o tym, o czym już dawno wiedział; ale był oszołomiony, że tak było na pewno; a przepaść dzieli te dwa stopnie pewności.
— To musiało się tak skończyć.
— Wiem.
To było powiedziane głosem, który nie powstał w krtani; głosem brzuchomówcy. Myślał zawsze, że on „to“ skończy, nie Janek.
— Ale dlaczego musiało być właśnie wtedy?
— Nie martwisz się, że było wtedy. Z całkiem innego powodu.
— Z jakiego?
— Nie gniewaj się, że będę przykry.
— Mów.
— Że ty nie możesz odgrywać tej roli, którą ja odgrywam.
— Nieprawda.
— Ja jeszcze nie skończyłem. Po prostu zmiana ról wytrąciła cię z równowagi. A ty byłeś raczej predestynowany do mojej roli. Gdyby było odwrotnie, to mielibyśmy również zmartwienie, ale odpowiadające naszym poprzednim stosunkom; łagodne zmartwienie.
Ciśnienie ustępowało jak powietrze z dziurawego balonu. Obaj odetchnęli głęboko.
— Co teraz będzie?
Janek uśmiechnął się i odpowiedział:
— Nic się nie zmieni. Będziemy się tak dalej spotykać jak dotychczas.
Oczywiście, że będą się spotykać, ale nie tak, jak dotychczas. To było skończone. Emil zaczął czarować, żeby choć odwrócić role.
Zachował dużo cech dziecinnych. Liczył tafle na chodniku. Bawił się, idąc ulicą, jak mu się nudziło, w kolej. (Sam był koleją).