Strona:Leo Lipski - Powrót.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
Drogi donikąd41

— Na mnie? No, to odprowadź mnie.
Wziął ją pod rękę. Po chwili mruknął wyraźnie, z uporem, jak dziecko:
— Ja chcę...
— Czego chcesz?
— Ciebie chcę.
Zaśmiała się, szli na przełaj przez las, który huczał.
— ...dlatego że on przyjechał — zawołała przez wiatr.
— Prawdopodobnie.
— Mój mały, wiesz chyba, że jesteś...
— Posłuchaj. Książę też mówi do mnie „mój mały” i ma na mnie ochotę. Ja na ciebie, może ty na księcia?
— Może?
Zbliżali się do miasteczka.
— Jeśli chcesz, poczekaj na mnie w ogrodzie. Wrócę koło dwunastej. Porozmawiamy. Dobrze?
Do jedenastej Kempf z Monachium grał Beethovena i Bacha. Emil siedział w ogrodzie, poprzez otwarte okna słychać było początek Apassionaty, koci, niepokojący, gotowy do skoku. Oświetlone okna, kołyszące się drzewa.

Emil:
„Janek siedzi teraz przy aparacie. Gdybym ja tylko wiedział, że to jest najlepsze wykonanie Apassionaty, byłoby to bardzo trudne do zniesienia. Zwłaszcza że nie mógłbym tego zdania zmienić. Wariaci też nie mogą zmienić. Gdy miałem trzynaście lat, przeżyłem taką noc. To było straszne. Wtedy uważałem, że jestem wszechwiedzący. Wielkie napięcie, pianissimo, przed końcem pierwszej części. Nareszcie zryw. W tym miejscu zawsze chce mi się płakać. To była noc strasznej samotności. Zbocze, pokryte jodłami, szumi jak organy. Zbocze, wryte w niebo. Początek Fantazji c-moll. Chciałbym, aby Krystyna zobaczyła w kawiarni na dnie kieliszka moją twarz. Wierzę częściowo, że to jest możliwe. Przy pomocy magii...? Ojciec zahipnotyzował sowę, która rzucała się w klatce. Potem zbliżył się do stołu i wpatrywał się w kieliszek. — Przecież on jest martwy. Chciałem zobaczyć, czy nie da się go podnieść samym wzrokiem. W tym czasie wyszła jego książka o zmienności gatunków bakterii. Profesor Wincenty twierdzi, że stary jest — obok Nicolle’a — największym znawca tego zagadnienia w Europie. Ile w tym było dziecinnej magii?”
Księżyc wędrował nad jego głową. Kempf skończył grać. Cienie chmur pełzały po górach. Księżyc o zgaszonej do połowy, szarej