Strona:Leo Lipski - Powrót.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ja tak kocham życie, że...
I powiedział:
— Mała.
— To mi nie pomaga.
— Dziewczynko.
— To też nie.
— To ty pomóż mnie.
— W czym?
— W tym, że czuję się bardzo sam, gdy myślę, że pewnego dnia może się to wszystko skończyć.
Ona, która go zrozumiała zbyt wąsko:
— Ooo, tak. Ja czuję, że pewnego dnia wyrwę się stąd. Ile — myślisz — mogłabym zarabiać jako prostytutka? Żeby zarobić na podróż dokądkolwiek.
— Jesteś dziecko.
Jego duch unosił się znów ponad wichurą i miastem, a jego ciało szło, potykając się, po śniegu, i oddalało się od ciała Ewy. Wtem krzyknęła:
— Dokąd idziesz?
I:
— Co ci jest?
Wtedy jego duch runął z wysokości i ona całowała go ponad balonem, który chodził za nimi jak pies. (Przed kliniką czekał i marzł).
Całowała go na tle umierającej nocy.


Joanna III

„ ....................................
Tęsknię za P. Przysyłał mi przez 3 mies. forsę, a teraz nie przysyła, tylko pisze listy. Nie chce mi się z nikim wychodzić ani tańczyć, ani spacerować. W łóżku pracować mi zbrzydło.
Dziwna rzecz, ta Ewa. Zaczyna być kimś. Jak była mała, to nie dostrzegałam tych cech, które teraz widzę. Zaczyna żyć jak ciotka-tancerka, tylko łukiem o wiele wyższym i innym. Zobaczymy, czy nagle nie runie. Aha, posłałam P. moje fotosy. Dałam się pomacać trochę fotografowi z przeciwka i zdjęcia już są. To była wstawka. Dalej o Ewie. Te jej dziwne cechy... A może to tylko robi zwariowa-