Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



Rozdział XXII.
„Zrobione!“

Minął rok. Podobnie, jak w rzece zmieniają się ciągle wody, ale niezmienny kierunek unosi odnawiające się w stałem korycie ku morzu, tak przy ustawicznych zmianach w potoku wrażeń, ideowa treść życia pani Pompadour nosiła piętno jednakie — nieustannej walki o miłość Króla, o związaną ze stanowiskiem faworyty pozycję polityczną przy dworze. Wypadało jednocześnie dbać o zachowanie piękna ciała, wbrew znużeniu napiętą pracą dni i nocy i dolegliwościom szarpanego trudami i troską organizmu, oraz pod maską pogody i galanterji toczyć bój podziemny z ukrytymi wrogami, z zazdrosnemi partjami, ze spiskami intrygantów, z dworem, rodziną królewską, ministerstwami, jawnemi i skrytemi niebezpieczeństwami. Trzeba było — jak powiadają biografowie markizy — odgadywać w uśmiechu Króla groźbę, w powodzeniu odkrywać niebezpieczeństwo.
Jakże pikantną i charakterystyczną dla określenia stanu tej ciągłej nierównowagi, w jakiej utrzymywały się losy markizy, jest choćby następująca scenka. W gabinecie ministra późną nocą zgromadzają się: sam gospodarz, d’Argenson, jego kochanka i szpieg markizy pani d’Estrades, sekretarz ministra Dubois, i wciągnięci, acz bez chęci, w sojusz, ekonomista-lekarz