Przejdź do zawartości

Strona:Leo Belmont - Królewska miłośnica.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

historyczną. A czyż mogło to wszystko odbyć się inną drogą, niźli ta, którą opisuje nam tak wytwornie i dokładnie... nieoceniona pani de Rohan-Rochefort!

ROZDZIAŁ XVIII.
Bohaterka.

Jej nerwowy lęk wreszcie ustąpił. Było to w znacznej części zasługą troskliwości księcia de Rohan. I dziw — nastąpił psychologiczny przerzut na biegun kontrastowy.
Jakże miała dbać o życie własne po utracie tej najukochańszej głowy — czego obawiać się, gdy wszystko stało się przewidywaną zgóry możliwością, gdy ogrom nieszczęść cudzych dokoła paraliżował chęć istnienia, znieczulał na osobistą niedolę?
Przecież cios następował po ciosie. Przyjaciele, którzy u niej się kryli, tropieni przez szpiegów, wydawani przez niewiadome usta, musieli chyłkiem uciekać przed jawiącą się żandarmerją — i, pojmani w lasach Luciennes, dostawszy się do więzień, oczekiwali wyroków skazujących. Pewnego dnia w samym pałacu wytropiony został przez postój wojskowy Maussabré. Mógł uciekać — miał dość czasu, nie poczuwał sie do żadnej winy, prócz nieśmiałego słówka, wyrzeczonego na jakiemś zebraniu: „wyobrażałem sobie rewolucję inaczej“. Przytem był chory, apa-