Strona:Leo Belmont - Fabrykant, który nigdy nie wyzyskiwał robotników.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   8   —

„Widzisz światło, bijące od mojej korony;
„Przed moim Majestatem
„Wszystkie ludy się korzą i biją pokłony...
„I po świątyniach do mnie wznoszą modły!
„A nie widzi mnie jeden żyd podły!
„Ażeby skarać tak bezczelne oczy,
„Głowa twa, śmiałku, z karku się potoczy!“
Rzekł, skinął ręką — już miecze gotowe,
Już wzniósł się jeden, starzec karku nagnął,
Otworzył usta... coś powiedzieć pragnął...
Nie zdążył...
Scięto mu głowę...
Milczenie... Tylko coś naczelnik straży
Przygryza wargi, a w myślach coś waży..
Waha się... nie śmie przemówić odrazu...
Nareszcie rzecze: „O wielki Cezarze!
Wszakże ten człowiek teraz uległ karze
Za to, że twego usłuchał rozkazu!“
A Adrjan powie:
— „Milcz! jakoś pstro masz w głowie.
„Ty chciałbyś uczyć bogów,
„Jak mają niszczyć wrogów?!“
Zawstydził się strażnik, zrozumiał swój błąd...

A morał ztąd?
We wszystkiem słuchaj powag,
Przeczyć im jest bezwstydem...
Żyd zrobił tak, czy owak
Był winien, bo był — żydem!